Rahel

To miał być już naprawdę koniec przyjęć do naszego domu. Nie chcieliśmy nikogo więcej, bo czuliśmy, że woda dociera pod samą tamę. Nie damy rady, a wtedy jeszcze gorzej, bo będziemy musieli się jakoś ewakuować.

– Andrzej, nie weźmiesz do siebie ośmiomiesięcznej dziewczynki? – zapytała Ornella.

– Daj spokój. On nie może przyjmować takich dzieci – dorzucił Diego.

– Mówisz osiem miesięcy?… Boże, mój syn ma właśnie tyle! – oznajmiłem.

– Weź ją, proszę. Nie mamy co z nią zrobić – prosiła litościwie Ornella.

– A gdzie ona teraz jest? – zapytałem.

– W naszym ośrodku adopcyjnym – odpowiedziała.

– To wasz problem. Tak się nie robi – dorzucił Diego.

– Była przeznaczona do adopcji, ale okazało się, że jest niepełnosprawna. Nikt nie chce jej wziąć i teraz nie mamy co z nią zrobić – wyjaśniła Ornella.

– A co z nią jest? – zapytałem jak zawsze.

– To znaczy?… – nie zrozumiała Ornella.

– No jaką posiada niepełnosprawność? – dodałem.

– Daj mu święty spokój. Jak on może przyjmować takie dzieci. Ty wiesz, co to znaczy? O co go prosisz? – dorzucił ponownie Diego.

– Wiesz, że ja jestem słaby i mam serce do niczego – dodałem do całej wymiany słów.

– To nie jest normalne – dodał Diego.

– To ja dzwonię do naszego doktora. On wyjaśni, co jest z tym dzieckiem – Ornella wyciągnęła telefon komórkowy i zaczęła rozmawiać w języku achmarskim. Diego zdenerwował się.

– Daj mi tę komórkę. Ja z nim porozmawiam – Ornella od razu przekazała telefon komórkowy. Diego dość zdecydowanie i konkretnie zadawał pytania i dyskutował z doktorem. W tej działce jest mocny, bo jego ojciec jest lekarzem psychiatrą, a mama nauczycielką dzieci niepełnosprawnych.

– I co?… Okazuje się, że ma microcefalię. Lekarz mówi, że różnie może być, nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie. Może być niewidoma, może być zupełnie bezwładna – oznajmił Diego.

Microcefalia, z łacińskiego microcephalia, to inaczej małogłowie. Wada ta charakteryzuje się nienaturalnymi wymiarami czaszki i tak się ją rozpoznaje. Osoby z mikrocefalią mają masę mózgu mniejszą niż 900 g. Mikrocefalia może wystąpić jako wada izolowana lub element zespołu wad. Przyczyny małogłowia dzielone są na genetyczne i niegenetyczne. Najczęstsze przyczyny niegenetyczne mikrocefalii to nieinfekcyjne choroby ośrodka układu nerwowego (OUN) w okresie prenatalnym i perinatalnym, takie jak niedokrwienie OUN, krwawienie do OUN czy urazy OUN. Drugą przyczyną mogą być zakażenia wewnątrzmaciczne (cytomegalia, różyczka, opryszczka, toksoplazmoza). Może to być też działanie związków chemicznych i leków (płodowy zespół alkoholowy, palenie tytoniu przez matkę, zażywanie przez matkę leków przeciwpadaczkowych). Do powstania microcefali może też przyczynić się cukrzyca matki lub fenyloketonuria. Jednak w tej rzeczywistości stawiam nie na alkohol i inne rzeczy, tylko na niedożywienie matki w trakcie ciąży. Jest to też jeden z powodów powstawania tej choroby. W Europie stawia się tę przyczynę na samym końcu. Tutaj – na początku.

– Przecież mieszka u nas z tą samą chorobą Deanke, Tadese i Deribia. I zobaczcie, jakoś funkcjonują – podałem za przykład microcefalii.

– Różnie może być. Lekarz powiedział, że przewiduje całkowitą ślepotę dziecka – dorzucił Diego.

– Nie można tak myśleć. Może będzie dobrze – odpowiedziała Ornalla do Diego.

– Ornella, muszę to dziecko zobaczyć. Jak zobaczę, w jakim jest stanie, to potem zadecyduję, co dalej. Może tak być? – zapytałem.

– Czyli weźmiesz to dziecko? – Ornella rzuciła się na moją szyję, całując mnie i dziękując.

– Ornella, ja nic nie obiecuję. Tylko zobaczę dziecko. Nie wiem, jaka będzie decyzja – zaznaczyłem.

– Ja jestem przeciwko. Zrobisz, jak uważasz. Mnie w to nie mieszaj – skomentował Diego.

– Przepraszam, ale wiesz… jaki jestem – zacząłem się tłumaczyć.

 

Prawda jest taka, że dzieci robią na mnie niesamowite wrażenie. A kiedy usłyszałem magiczne „osiem miesięcy”, od razu myśli pobiegły w stronę mojego Gabriele. Przecież ma tyle samo. Nie mogę powiedzieć „nie”, bo to tak, jakbym odrzucił moje własne dziecko. To, że niemowlę, że ten sam miesiąc, ma dla mnie wielkie znaczenie. Chyba nie mógłbym potem z tym żyć. Pewnie koszmary śniłyby mi się co noc. I panicznie bałbym się o Gabriele. Przesądy? Może i tak, może i nie. Nie wiem. W tym przypadku to miłość do mojego synka.

– Kiedy chcesz zobaczyć dziecko? – zapytała Ornalla.

– Jak najszybciej – odpowiedziałem. – Może być jutro? Sobota, tak?

– Wybacz, jestem jutro cały dzień zajęta. Może być niedziela? – zapytała Ornella.

Była to Niedziela Palmowa. Nie za bardzo czuję tutaj święta, bo inna atmosfera itd., ale symbolika tego dnia jeszcze bardziej dała mi do myślenia. Chyba nie dam rady inaczej… Odradzali mi wszyscy. Każdy mówił, że to głupi pomysł i nie powinienem brać tego dziecka do naszego domu.

W sobotę Ornella miała do mnie zadzwonić i podać godzinę spotkania z dzieciątkiem. Nie zadzwoniła. Ja też nie dzwoniłem. Miałem nadzieję, że może coś się zmieniło i sprawa nieaktualna. Przestraszyłem się samego siebie. Coraz bardziej bałem się tego spotkania. Przyjechałem do domu i bałem się powiedzieć Ulli o całej sprawie. Czekałem do samego końca, aż późnym wieczorem zdobyłem się na odwagę, żeby z nią porozmawiać.

– Ulli, mamy propozycję przyjęcia kolejnego dziecka – oznajmiłem.

– Daj spokój. A gdzie ono będzie? Już nie mieścimy się przy stole – odpowiedziała Ulli.

– To ośmiomiesięczne niemowlę – dodałem.

– A kto będzie się nim zajmował? – zapytała Ulli.

– Może zostawmy tę sprawę. Jeszcze nic nie wiadomo. Zgodziłem się je tylko zobaczyć. Umówiony jestem na jutro – wyjaśniłem.

– Tak. Jak pojedziesz, to na pewno je weźmiesz – oznajmiła nasza wolontariuszka z Austrii.

W niedzielę telefon zadzwonił. Trzeba było jechać.

Dziewczynka nie jest piękna. Bardzo malutka. Waży zaledwie 5,5 kilograma. Mój syn w tym samym miesiącu waży ok. 11. Jednak trzyma dość sztywno głowę. Oczy i mina – bardzo poważne. Nerwowo marszczy czoło i trzyma zaciśnięte rączki. Wziąłem ją oczywiście na ręce. Co dziwne, zaczęła się uśmiechać. Ponoć nie robiła tego wcześniej. Z resztą to nieważne.

– Co z matką? – zapytałem.

– Nie ma matki. Została podrzucona siedem miesięcy temu – oznajmiła szefowa ośrodka adopcyjnego.

– No dobrze, weźmiemy – patrząc na to dziecko, nie mogłem odpowiedzieć inaczej. To było wiadome. Najwyżej wszyscy mnie zabiją. Trudno.

Przez długi czas rozmawialiśmy o dziecku, o ośrodku, o naszych problemach w Etiopii.

– Jeśli będziesz czegoś potrzebował, to pamiętaj, że jesteśmy. Nawet finansowo – oznajmiła szefowa. – Pomogłeś nam, to i my Ci pomożemy. Myślę, że możemy podpisać nawet jakieś porozumienie o współpracy.

– Pewnie, że tak. Będzie mi bardzo miło. To zawsze się przyda – dodałem.

Zaczęło lać, więc mnie odwieziono do domu. Znów nie wiedziałem, jak o nowym mieszkańcu naszego domu powiedzieć moim trzem paniom. Ale jakoś trzeba było….

Najpierw Ulli, pomyślałem.

– Zadecydowałem, że weźmiemy to dziecko. – Nie chciałem pytać o opinię lub czekać na wspólne podjęcie decyzji, bo wiedziałem, czym to może się skończyć. Więc postąpiłem brzydko i zadecydowałem autorytatywnie.

– A jak to sobie wyobrażasz?… – zapytała Ulli.

– Jakoś to zorganizujemy – odpowiedziałem zdecydowanie.

– Jak? – powtórzyła pytanie nerwowo Ulli.

– Posłuchaj, Ulli, nie jesteśmy tutaj dla siebie i żeby nam było wygodnie – zacząłem wyjaśniać, jednak Ulli szybko mi przerwała.

– Jak sobie Ty to wyobrażasz? Jak chcesz to zorganizować?

– Nie wiem. Nie mam jeszcze recepty. Ale jej poszukamy. Jest wiele rozwiązań. Myślałem nad tym dość długo. I wiesz, do jakich wniosków doszedłem?

– No jakich? – zapytała z ciekawością Ulli.

– Myślałem, i wiesz, jaki jest jedyny problem? Pieniądze. Bo przecież można zatrudnić jakąś mamę (nianię) tylko do opieki dziecka. Ale trzeba zdobyć 43 euro miesięcznie…

– No właśnie. A skąd je weźmiesz? – zapytała po raz kolejny Ulli.

– Nie wiem. To zostaw mnie. Wrócę do Europy i jakoś będę musiał zorganizować te pieniądze. Po drugie, Ulli, myślę, że z niemowlakiem będzie łatwiej niż z Deribia czy innymi naszymi Współmieszkańcami. Niemowlę nie chodzi, nie zajmuje tyle miejsca…

– Wydaje mi się, że musisz już zatrudnić jakąś osobę – oznajmiła Ulli.

– Ulli, najpierw niech do nas przyjdzie. Zobaczymy, jak będzie, i dopiero później zadecydujemy, czy kogoś przyjąć dodatkowo do pracy, czy nie. Wiesz, że tutaj nie ma z tym problemu – dodałem.

No jak uważasz.

– Wybacz mi, ale nie mogłem inaczej postąpić.

 

Przyjechała w końcu do nas malutka Rahel. Ulli od razu wzięła ją na ręce. Potem Selam i Abeba. Wszystko jakoś naturalnie się odbyło. Z radością i uśmiechem każdego na twarzy.

– Andrzej, bardzo Ci dziękuję za to dziecko – oświadczyła Selam.

Ulli już wszystko ustaliła podczas mojej nieobecności. Trójka naszych dzieci: sześcioletnia Milen, czteroletni Beficker i ośmiomiesięczna Rahel będą spali w jednym pokoju. A z nimi jedna z naszych dziewczyn, co tydzień na zmianę.

 

Super pomysł. Wszystko tak jak trzeba – pomyślałem.

Poprzestawiałem łóżka, urządziłem wszystko i mamy naprawdę przyjemny pokój dziecięcy. Jutro dokupię meble. Trzeba też jakoś upiększyć ten pokój. Bądź co bądź, to pokój dla maluchów. Wieczorem opiekunowie samoczynnie usiedli ze wszystkimi dziećmi w naszym nowym pokoju dziecięcym.

 

– Abeba, daj mi teraz Rahel na ręce – wziąłem niemowlę i zacząłem je przytulać i całować. Rahel zaczęła się uśmiechać.

– Zobaczcie, jak dziecko potrzebuje czułości. Musimy mu dać jak najwięcej, żeby się dobrze rozwijało. Jak dostanie dobrą dawkę miłości, to i może przebije się przez swoją niepełnosprawność – dodałem.

– Zobacz, zupełnie widzę w niej naszego Tadese – zauważyła Ulli.

– A może to siostra? – zażartowałem.

Trzymałem dalej naszą małą Rahel na rękach i łzy mi poleciały po policzkach.

– Wybaczcie mi, proszę. To moja wada – wstydliwie zacząłem się tłumaczyć. Ulli też zaczęła płakać.

– No dobrze, to kto dziś śpi z naszymi dzieciakami? – zapytałem.

– Mogę ja – oznajmiła Selam.

– Ja też mogę – dodała Abeba.

Dobrze zrobiłem, że się uparłem i zdecydowałem się wziąć Rahel do naszego domu. To był prawdziwy odruch serca. Być może instynkt, być może podpowiedź Archanioła Gabriela. Brakowało nam małej Rahel w naszej etiopskiej rodzinie. Dziękuję Ci, Boże, za Rahel!

2 thoughts on “Rahel

  1. wpis przydatna i swietnie sie ja czyta. Jestem zadowolony, ze trafilem na tego bloga, bo poruszanie sie po nim to odkrywanie coraz to lepszych tekstow. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *